Jak możemy ocenić rokowania chorego na raka nerki?
To zależy od stopnia zaangażowania klinicznego: jak duży jest ten guz i jak dużą część nerki zajmuje, a także od stopnia złośliwości. Podobnie jak w przypadku raka stercza, gdzie posługujemy skalą Gleasona do 10 punktów (od 7 stan alarmowy), to w raku nerki posługujemy się klasyfikacją G1 – G4. G1 to typ łagodniejszy, a G4 to postać raka nerki dynamiczna i groźna dla rokowań.
Dzięki temu, że coraz częściej rozpoznajemy małe guzy (kilkucentymetrowe) i szybko pacjent poddaje się leczeniu, szansa dłuższego przeżycia sięga nawet 90 proc. Jeśli chory ma przerzuty i rozpoznanie choroby nastąpiło późno, to szanse znacznie się zmniejszają.
Raka nerki leczymy najczęściej przez usunięcie nerki (nefrektomia radykalna). Możemy ten zabieg wykonywać przez cięcie podłużne albo gdy pacjent leży w pozycji na boku. Nerkę usuwamy wraz z torebką zawierającą tkankę tłuszczową. Usuwamy także nadnercze w przypadku, gdy guz znajduje się w górnej części nerki. Czasami jest tak, że choroba jest „uogólniona” i występują w różnych miejscach przerzuty, wtedy konieczne jest rozpoznanie histopatologiczne. Jest ono potrzebne do zastosowania leczenia chemioterapeutycznego (skojarzonego), gdyż w tym przypadku usunięcie samej nerki nie rozwiąże problemu. Pojawia się też pytanie: skoro rozpoznajemy małe guzy to, po co usuwać całą nerkę? Chodzi o częściową resekcję nerki, czyli wykonujemy klinowe wycięcie nerki i usuwamy guzy mniejsze, a jeśli położone są w górnej części to usuwamy tylko fragment nerki. Przy połączeniu pozostałych części nerki stosujemy szwy lub specjalne kleje. Mamy wtedy mniejszą nerkę, a w przypadku, gdyby pacjent stracił drugą nerkę, to ta „częściówka” pozwala mu normalnie żyć. Utrata obu nerek zmusza do stosowania stałej dializy chorego.
Taki zabieg ma jednak również skutki uboczne. W zoperowanej części nerki mogą uchować się niewielkie, milimetrowe guzy, trudne do rozpoznania i za jakiś czas mogą dać znać o sobie. Dlatego w takich przypadkach konieczna jest baczna obserwacja chorego i poddawanie go badaniom. Istnieją jeszcze inne metody leczenia nerki. Jedna z nich polega na wkłuwaniu się przez skórę do nerki i wprowadzaniu „ciepła” (termo-ablacja). Wykorzystuje się wysoką temperaturę generowaną za pomocą fal radiowych, gdzie „ciepło” niszczy komórki nowotworowe. Inną metodą jest krwioablacja, czyli „wymrażanie” poprzez odwodnienie i dotlenienie, co powoduje obumieranie komórek nowotworowych. Ale nie ma pewności, że przy tego typu zabiegach nowotwór zostanie zniszczony „do zera”. Jeśli w przypadku przerzutów, np. do wątroby, działanie chirurgiczne jest nieskuteczne. W takich przypadkach próbowano leczyć chemioterapią lub radioterapią (naświetlanie), ale często było to leczenie nieskuteczne.
Stosowano różne terapie, ale dopiero terapia celowana przyniosła przełom w leczeniu raka nerki. Są to leki, które docierają bezpośrednio do mechanizmów odpowiedzialnych za rozwój komórek nowotworowych. One nie działają destrukcyjnie na cały organizm tylko „specjalizują” się w miejscach, gdzie jest guz. Ich rolą jest zahamowanie rozwoju naczyń krwionośnych, które „naczynia” guz. Jeśli naczynia te zostaną zablokowane, guz obumrze. Prasa specjalistyczna opisała tego rodzaju terapię, będącą zupełną nowością, zaledwie rok temu. W ostatnim czasie leki te (tabletki) są już dostępne także w szpitalu Centrum Onkologii.
Naszym przesłaniem (lekarzy urologów) jest to, aby nie lekceważyć objawów. Jeśli pojawiają się dolegliwości, szczególnie w aspekcie dróg moczowych, trzeba wykonać ultrasonografię. Jest to badanie proste, a zdjęcie usg zawiera niezbędny opis. Jeśli to badanie uchwyci guza nerki i jeśli znajduje się on w początkowym stadium zaawansowania, istnieje szansa całkowitego wyleczenia. Ważne jest także, aby wykonawca badania usg miał odpowiednie doświadczenie, gdyż ma ono istotne znaczenie w rozpoznaniu nowotworów nerki. Warto zainwestować w swoje zdrowie!
(Zarys wykładu dr Romana Sosnowskiego wygłoszonego na spotkaniu edukacyjnym Stowarzyszenia „Gladiator” w Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie)
Nasi przyjaciele